Kategorie
Dla nauczycieli Dla rodziców

Lęk przed zmianą w psychoterapii

Każdy praktykujący psychoterapeuta, psycholog czy psychiatra spotkał się z sytuacją, kiedy pacjent kontaktując się w sprawie umówienia konsultacji, których celem byłoby podjęcie psychoterapii, ale w ostatniej chwili rezygnował, lub po odbyciu kilku spotkań wycofywał się. Są tacy pacjenci, którzy stale chodzą w kratkę na spotkania terapeutyczne, wciąż wyjaśniając to nagłymi przeszkodami. Wiele osób, które chciałyby podjąć się psychoterapii, nie podejmuje się jej, bo z mniej lub bardziej świadomych powodów, ponieważ się boją. Wszystkie te sytuacje łączy lęk przed zmianą. Dlaczego tak się dzieje i skąd bierze się lęk przed zmianą w psychoterapii postaram się odpowiedzieć w tymże artykule, oczywiście odnosząc się do perspektywy psychoterapii psychodynamicznej.

Nieświadomy lęk przed zmianą

Psychoanaliza, jako pierwsza zajęła się tematem oporu w terapii psychodynamicznej i pojęcie to dalej uważane jest za kluczowe w praktyce terapeutycznej. Psychodynamiczna terapia zakłada, iż każdy objaw, każdy niekorzystny wzorzec zachowania, bez względu na to, jak duże cierpienie sprawia, przynosi pewne korzyści, inaczej nie utrzymywałby się. Każdy objaw jest obroną albo stanowi formę radzenia sobie z tym, co jest nie do pomyślenia dla pacjenta. Mówi o tym tzw., zasada ekonomii, która mówi, że każdy proces patologiczny pełni jakąś funkcję praktyczną.

Psychoterapia jak matematyka

Objawy nie pojawiają się bez powodu, ale zawsze pełnią jakąś funkcję. Te funkcje są z reguły bardzo złożone. Obrony poprzez to, co świadome, chronią przed doświadczeniem tego, co jest – przynajmniej na chwilę obecną – niemożliwe do zdzierżenia. Często pacjent prosi terapeutę, by ten wyjawił mu „prawdę o nim samym”. Nawet jeśli terapeuta zna tę prawdę, to zna tę prawdę tylko częściowo. To trochę tak jak z nauką matematyki: kluczem nie jest znajomość wyniku równania matematycznego. Kluczem jest zrozumienie zasady, według którego ten wynik się uzyskało.

Terapeuta może znać „wynik równania” jakim jest pacjent. Może znać podstawową dynamikę pacjenta, jego nieświadomy afekt. Niemniej jednak do wyniku tego równania terapeuta musi dotrzeć wspólnie z pacjentem. To pacjent musi dostarczyć terapeucie danych, które będą stanowiły podstawę do wspólnej pracy nad rozwiązaniem tego równania. Na przykład, ktoś może czuć lęk, ale myśl o tym, że mógłby otwarcie się zezłościć, przeraża tę osobę jeszcze bardziej, dlatego bardziej funkcjonalne jest odczuwanie lęku po prostu, niż zmaganie się z agresywnymi dążeniami – łatwiej jest, gdy te dążenia zostają wyparte ze świadomości. Tutaj też tkwi odpowiedź na to, dlaczego psychoterapia trwa tak długo. Dostarczenie wyniku równania nie jest tożsame z umiejętnością rozwiązania zadania.

Obrona

Ta matematyka jest dodatkowo skomplikowana afektami i wzorcami zachowania, które trzeba zrozumieć. Wypierają one jakieś wzorce i emocje bardziej zagrażające. Powiedzmy, że osoba, która ma duże potrzeby zależności i opieki, może bać się tego, że ta jej potrzeba zostanie wykorzystana, by nią manipulować i podporządkować. W takiej sytuacji osoba obawiająca się tego, że zostanie wykorzystana, lepiej będzie funkcjonować, gdy te potrzeby zależności jakoś zepchnie na bok i zacznie wykazywać wzorzec niezależności, dominacji i wyższości – taka postawa łagodziłaby lęk przed odrzuceniem, czy przed frustracją w relacji z kimś ważnym. W terapii, oraz w każdej innej relacji, może okazać się, że wyższość, dominacja i niezależność tej osoby, służyłyby jako obrona przed pragnieniami zupełnie odwrotnymi – przez pragnieniem zależności i uzyskania opieki.

Korzyści wtórne z objawu

Zupełnie innym tematem są korzyści wtórne, czyli takie „dodatkowe” korzyści z danego objawu czy wzorca zachowania. Osoba z objawami depresji uzyskuje troskę i opiekę otoczenia. Osoba doświadczająca lęku, unika sytuacji, które są trudne nie tylko z tego powodu, że są lękotwórcze. Ktoś, kto postrzega siebie jako ofiarę, może czerpać pewną przyjemność z tego, że widzi siebie jako poświęcającego się dla innych męczennika, jako osobę do cna dobrą i wyjątkową – nie dostrzega wtedy jakichś swoich aspektów agresywnych, które ten obraz siebie, jako ofiary przekreśla i odpiera. Jeśli ktoś czuje się zawsze ofiarą, nie musi się już bać swojej agresji – przecież „tylko się broni”.

Wszystkie te korzyści sprawiają, że pacjent świadomie lub nieświadomie będzie się jednak bronił przed zmianą. Ktoś kto uważa siebie za wyjątkowo dobrą i czułą osobę, raczej będzie bronił się przed myślą, że może być podobnie agresywny lub nieczuły, jak otaczający go ludzie. Osoba, która odcięła się od uczuć smutku i rozpaczy, raczej będzie się bronić przed tymi emocjami, co nie jest niczym dziwnym. Skoro ktoś już kiedyś w życiu odciął takie emocje smutku, bo były zbyt bolesne, a to odcięcie się przyniosło mu ulgę, na pewno będzie bronił się przed cierpieniem, z jakim będzie wiązało się odnowienie kontaktu z tymi emocjami.

Pragnienie i lęk przed zmianą

Zatem w gruncie rzeczy, zawsze pojawia się w leczeniu taka sytuacja, że pacjent z jednej strony świadomie pragnie zmiany (cierpi z powodu objawu lub wzorca zachowania). Z drugiej strony nieświadomie przed tą zmianą się broni, bo status quo okazuje się być wcale nie taki zły. Oczywiście to bardzo rzadka sytuacja, kiedy pacjent zdaje sobie sprawę z korzyści jakie przynosi mu objaw, chociaż takie przypadki się zdarzają.

Terapia dynamiczna zakłada, że świadome obawy przed zmianą, wynikają z nieświadomych lęków i nieświadomego oporu. Jest to dosyć oczywiste, ponieważ każda osoba, która doświadcza jakichś obaw irracjonalnych, woli myśleć o tych obawach jako o rozsądnej obawie. Powiedzmy, że ktoś boi się lotu samolotem. Łatwiej jest takiej osobie uzasadnić sobie, że pewnie boi się katastrofy lotniczej, niż myśleć, że ma jakieś irracjonalne i patologiczne lęki przed podróżą lotniczą. Taka osoba w swoim przekonaniu wtedy boi się czegoś realnego (katastrofy), a nie odczuwa irracjonalnego lęku, co ją uspokaja. Dzięki takim racjonalizacjom czujemy, że jesteśmy „normalni”, bo racjonalni.

Nieświadomy lęk przed zmianą, przejawiający się w racjonalnie uzasadnionych postawach

Obawy przed podjęciem się leczenia psychologicznego, mają także podstawy nieświadome, które odzwierciedlają się w racjonalnie uzasadnianych wątpliwościach, dotyczących tego, czy warto podejmować się psychoterapii.

Lęk przed zależnością

W sytuacji, gdy doświadczamy jakiejś osobistej trudności czy natury psychologicznej, czy fizycznej, wiąże się to z pewną dozą bezradności. Ta bezradność dotyczy momentu, gdy nie potrafimy sami poradzić sobie z jakąś dolegliwością i to sprawia, że musimy zwrócić się do drugiej osoby po to, aby nam pomogła. Nikt nie chce czuć się bezradny i bezsilny, dlatego nie każdy chce się do tego przyznać sam przed sobą, albo przed innym.

Taka sytuacja aktywizuje już nieświadome konflikty odnoszące się do pozycji zależności od kogoś. Każdy posiada dylematy związane z pewnymi pragnieniami zależności, opieki, ochrony, które stoją w opozycji z dążeniami do niezależności, zaradności i siły. Te dylematy posiadają też pewne emocjonalne zabarwienie, które wynika z wewnętrznego obrazu relacji, jaki posiadamy. Zależność może się kojarzyć ze słabością albo z koniecznością podporządkowania się, albo z poddaniem się kontroli. Niektórym zależność może nieświadomie kojarzyć się z czymś negatywnym, dlatego może być czymś, czego się boją.

Dlaczego wolimy iść do lekarza niż psychologa

W sytuacji dolegliwości fizycznych, a więc problemów natury medycznej, zależność nie jest tak trudna. Nie angażujemy się aż tak mocno emocjonalnie w relację z lekarzem. Lekarz też nie jest tak emocjonalnie zaangażowany w nasz problem – przynajmniej taki jest utarty społeczny schemat. Lekarz, czy inny specjalista, zajmuje się naszym ciałem, a nie naszą psychiką, dzieli się z nami mniej lub bardziej dokładną diagnozą i opisuje proces leczenia krok po kroku.

Można powiedzieć, że w medycznych schorzeniach, to tylko ciało cierpi na dolegliwość, a psychika jest postrzegana jako sprawnie funkcjonująca. Jest to łatwiejsza do zniesienia pozycja, bo można powiedzieć sobie, że to „nie ja sam mam problem, ale moje ciało”. Gdy pojawiają się wątpliwości co do zdrowia psychicznego, pojawia się myśl, że „to ze mną jest problem, a nie z moim ciałem”. Jest to znacznie bardziej stresująca sytuacja, ponieważ o ile ciało może zostać zbadane przez nas samych, oraz przez lekarza, to nasza psychika nie poddaje się tak łatwo diagnozie.

Nad ciałem mamy pewną kontrolę, możemy je zmusić do wielu rzeczy. Psychika nie jest taka łatwa do zniewolenia, dlatego wzbudza więcej naszego niepokoju. W odniesieniu do psychiki, my sami mamy problem z wyjaśnieniem naszego problemu, czy ze znalezieniem przyczyny tego problemu. Psycholog również nie ma dostępu do naszej psychiki – może tylko rozmawiać z nami albo użyć testu psychologicznego. Z tego względu pojawia się duża wątpliwość czy psycholog w ogóle może pomóc. Taka sytuacja dużo mocniej aktywizuje poczucie bezradności i przed tym poczuciem bezradności każdy broni się w specyficzny sposób.

Obrony narcystyczne

Najczęściej obrony przed zależnością prezentują się jako obrony narcystyczne. Nie można tego mylić z narcystycznym zaburzeniem osobowości – to zupełnie odmienne kategorie. Obrony narcystyczne opierają się na tworzeniu relacji w oparciu o silną idealizację albo dewaluację terapeuty.

Niektórzy pacjenci przed bezradnością i zależnością od terapeuty, bronią się w taki sposób, że oczekują bardzo konkretnej pomocy. Ta obrona polega na tym, że pacjent kieruje się wyobrażeniem, że pomoc psychologiczna przebiega tak samo jak pomoc medyczna. Według takiego pacjenta psycholog diagnozuje i stosuje jakąś technikę, a problem znika. Dlatego pacjent oczekuje konkretnych technik, konkretnej i sprecyzowanej postawy ze strony psychologa czy terapeuty. Są też takie ujęcia pomocy psychologicznej, które utrzymują taki obraz pomocy, jako konkretnej techniki. Dają one pacjentowi uspokajające przekonanie, że terapeuta kontroluje sytuację i za pomocą konkretnych technik, „usunie” problem tak, jakby miał przeprowadzić operację chirurgiczną. Wszystko to odbywa się poza relacją, której najczęściej taki pacjent bardzo się boi. Istnieje też wtedy ryzyko, że idealizacja nie zostanie omówiona, a pacjent skończy leczenie wciąż przekonany, iż nie można popełniać błędów – „przecież psycholog do żadnego się nie przyznał, więc i ja nie mogę”.

Idealizacja jako forma oporu

Postawę przypisywania pewnego rodzaju wszechmocy można nazwać idealizacją psychologa. Jest on postrzegany wtedy jako ktoś, kto potrafi zbadać psychikę tak jak ciało. Osoba udająca się do psychologa ma wtedy wyobrażenie o tym, że psycholog „wejdzie w głowę” klienta i rozpozna wszystkie problemy, a może nawet poskłada wszystko w całość bez udziału pacjenta – tak jak robi to chirurg podczas operacji. Pacjent w takich sytuacjach sądzi, że będzie się temu tylko biernie przyglądał. Z takiej obrony wynikają czasem pewne nieporozumienia i złość na psychologa za to, że ten nie potrafi telepatycznie wejść w psychikę pacjenta. Ta wiara w magiczne uzdrowienie jest najczęściej obroną przed relacją z terapeutą. Systematyczna współpraca, aktywność pacjenta i terapeuty rodzi pewną intymność. Dla wielu pacjentów jest to upokarzające.

Klient balansuje wtedy pomiędzy dwoma postawami. Najpierw skrajnie idealizuje psychologa jako kogoś kto w sposób wszechmocny będzie zajmował się jego psychiką. Potem dewaluuje go jako niekompetentnego, niezdolnego do takiej wręcz telepatycznej interwencji. Dlaczego jest to objaw oporu? Pacjent przekonany o wszechmocy terapeuty nie jest aktywny i nie współpracuje z nim. Czeka, aż terapia sama rozwiąże problem nic nie robiąc, aby cokolwiek w sobie spróbować zrozumieć albo zmienić. W efekcie utrudnia pracę terapeucie. Spełnia często wtedy swoje własne nieświadome pragnienia „jeśli ja nie potrafię rozwiązać mojego problemu, to nikt go nie rozwiąże – w przeciwnym razie poczułbym się gorszy”, nie wiedząc, że tak na prawdę rywalizuje z terapeutą.

Dewaluacja jako forma obrony

Innym rezultatem obrony narcystycznej jest postawa pacjenta, w której ten w jakiś sposób dewaluuje wartość terapeuty czy psychologa. Takie obrony różnie się przejawiają. Czasami pacjent dewaluuje cały obszar psychologii, czasami jakąś wybraną gałąź, np.: psychoanalizę. Czasami umniejsza wartość konkretnego terapeuty czy psychologa bądź tworzy przekonanie, iż psychoterapia jest nieskuteczna, bo opiera się tylko na rozmowie. Czasem można spotkać się też z przekonaniem pacjenta, iż psychoterapeuci mają ze sobą większe problemy niż ich pacjenci. Wszystkie te postawy, często choć nie zawsze, są obroną przed tym, żeby psychologowi zaufać. Dużo łatwiej jest pomyśleć, że jest się mądrzejszym od psychologa, że ten jest niekompetentny, niż zaufać obcej osobie – jest to zupełnie zrozumiałe.

Obrony paranoidalne

Czasami przybiera to postać obron o pewnym charakterze paranoidalnym, gdzie pojawiają się przekonania pacjentów, iż psychologia jest oszustwem i świadomie wciskaną ludziom fikcją. Podobnie pacjenci tworzą przekonania albo są przekonani, iż terapeuta ma zamiar tylko wykorzystać „naiwność” pacjenta, żeby dobrze zarobić na jego problemach. Obrony tego typu są bardzo trudne do opracowania, a ich aktywizacja, jeśli nie zostanie rozpoznana i omówiona przez terapeutę, może prowadzić do porzucenia terapii przez pacjenta. Dla pacjenta jest to logiczną konkluzją: nikt nie będzie uczestniczył w leczeniu, jeśli jest przekonany, że psycholog go oszukuje i wykorzystuje.

Czy opór i lęk przed zmianą to coś nienormalnego?

Tutaj należy zwrócić uwagę na ważną rzecz. Opór w psychoterapii sam w sobie nie jest zjawiskiem patologicznym. To, że boimy się dowiedzieć o sobie czegoś nowego, nie oznacza, że mamy jakiś problem ze sobą. Każda sytuacja, w której doświadczamy bezradności czy zależności względem drugiej osoby, sprawia, że usiłujemy jakoś sobie z tym poradzić – nikt nie lubi czuć się bezradny i zależny. Natomiast terapia jest skrajnym przykładem zależności. Dzieje się tak też dlatego, że terapeuta rzadko dzieli się swoją diagnozą i jakimś konkretnym planem interwencji terapeutycznej.

Zatem każdy pacjent wykazuje jakiś opór, każdy ma kłopot z zaufaniem. Każdy też może bać się tego, że jego terapeuta może być niekompetentny, albo jakoś wykorzysta informacje, jakimi dzieli się z nim pacjent. Nie ma takich osób, które nie przejawiają żadnego oporu. Są tacy pacjenci, którzy prezentują się jako osoby, które „nie mają żadnych oporów”. Dzielą się oni już od pierwszych sesji bardzo intymnymi oraz trudnymi informacjami i fantazjami, albo mówią dosłownie wszystko, co im przychodzi do głowy łącznie z fantazjami seksualnymi czy agresywnymi. Taka postawa jednak z reguły jest ukierunkowana na to, aby jakoś terapeutę przestraszyć, obrzydzić albo zrazić do siebie. To jednak też jest forma oporu. Wywoływanie takiej reakcji u terapeuty wynika również z jakiegoś lęku przed relacją z terapeutą. Kluczowe jest tylko to, aby z terapeutą omawiać te opory. To one stanowią klucz do tego, co rozgrywa się w relacji terapeutycznej.

Lęk przed zmianą

Drugą formą lęku przed terapią, jest lęk przed zmianą w terapii. Często pacjenci mają taką obawę, że w procesie leczenia psychologicznego staną się „innymi osobami”. Szczególnie dotyczy to pacjentów posiadających konserwatywne poglądy moralne lub religijne. Te osoby czasem postrzegają terapię jako proces, w którym psychoterapeuta będzie dążył do zmiany poglądów moralnych lub religijnych pacjenta. Oczywiście za takim przekonaniem też tkwi fantazja, że terapeuta może w magiczny sposób manipulować. Z tym wiąże się obawa, że terapeuta będzie wpływać na pacjenta tak, że ten nie mając żadnej kontroli nad sobą, zmieni poglądy. Taki lęk przed zmianą dotyczy też czasami pacjentów bardziej perwersyjnych seksualnie. W niektórych przypadkach obawiają się oni, że terapia zaburzeń i dysfunkcji o charakterze seksualnym, jakoś ograniczy ich satysfakcję seksualną.

Przypisywanie terapeucie zdolności do manipulacji

Lęk przed zmianą prezentuje się czasem w postaci bardziej uogólnionej. Pacjent może bać się, że zmieni się cała jego osobowość lub charakter. Ktoś może bać się, że przez te zmiany inni ludzie przestaną go lubić, albo ten stanie się „gorszym człowiekiem”. Wszystkie obrony tego typu opierają się na specyficznej nieświadomej fantazji. Opiera się ona na nieświadomym przekonaniu, że pacjent nie ma kontroli nad swoimi postawami, moralnością i zachowaniem. To fantazja, że ktoś nie może sam decydować o tym, jak się zachowywać i jakimi poglądami się kierować, przez co łatwo ulegnie „wpływom” psychologa. Zatem w lęku przed zmianą też zawiera się pewne przypisywanie psychoterapeucie cech omnipotentnych. Terapeuta otrzymuje cechy kogoś, kto niczym hipnotyzer czy telepata, wpłynie na pacjenta i zmieni go tak, że ten będzie innym człowiekiem, niż jest.

Oczywiście wielu pacjentów boi się też, że zmiana nie nastąpi. Takie lęki można podzielić na dwa typy: (a) pacjent nie spełni oczekiwań terapeuty i nie będzie potrafił się „zmienić”, (b) terapeuta nie będzie potrafił „zmienić” pacjenta. W obydwu przypadkach kluczowym tematem jest bezradność po stronie albo pacjenta, albo terapeuty. Ta obrona może pełnić różne funkcje na różnych poziomach psychopatologii. Może pojawiać się zarówno u pacjentów głęboko zaburzonych, jak i relatywnie zdrowych psychicznie, jako dość naturalna i rozsądna obawa związana z tym, czy leczenie zadziała.

Lęk przed zmianą – Podsumowanie

Psychoterapia psychodynamiczna, jak każda forma pomocy, aktywizuje specyficzny układ relacji, oparty o zależność, który aktywizuje specyficzne dla relacji zależności obrony. Każdy takie obrony przejawia i nie jest niczym wyjątkowym, obawiać się terapeuty czy terapii. Istotne jest tylko zrozumienie, dlaczego boimy się terapii lub terapeuty. Istotne jest jakie fantazje czy doświadczenia kryją się za tym, że pojawia się u nas lęk przed zmianą. Te tematy, ich omówienie i opracowanie we współpracy z psychoterapeutą, są również kluczowym aspektem udanej psychoterapii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.